Pierwszy tydzień nowego roku już minął, a ja tymczasem wciąż nie zrobiłam podsumowania starego. Cóż, widocznie nie ma co wspominać - poprzedni rok generalnie nie był dla mnie udany. Ale nie był też na wskroś zły - wydarzyły się w nim również dobre rzeczy. A głównie dobrzy ludzie. Bo nieważne jak wielkim odludkiem jestem, ani jak bardzo cieszy mnie samotność, to ludzie sprawiają, że chce mi się rano wstawać z łóżka i że pojawia się uśmiech na mojej twarzy. Tylko drugi człowiek może w pełni uszczęśliwić. I tego się będę trzymać również w tym roku.
Postanowień noworocznych tradycyjnie nie robię, bo po co, i tak wiem, że mi się nie uda. Ale tradycyjnie również chciałabym mniej pić, więcej czytać, znacznie mniej jeść. Że tak sparafrazuję Grzesia Turnaua.
Nie wiem, jak to się stało, bo tego nie planowałam, ale poza porzuceniem swojego bloga porzuciłam też inne. To już zupełnie nie mój świat, nie chcę więc i do Was wchodzić z buciorami. Nie wychodzi mi zwierzanie, więc niech tak już zostanie. Żegnajcie blogi. Do zobaczenia na facebooku.